piątek, 25 kwietnia 2014

Zawieszam...



Wybaczcie! Muszę zawiesić bloga, oczywiście wróci on do życia, ale póki co nie mam sił... mam dużo roboty a tu wrócę, i wszystko odżyje!

`B

piątek, 18 kwietnia 2014

Od Blue CD Vene


Szłam do wodopoju wraz z Peterem, u jego brzegu leżał już Vene. Basior podszedł do nas z miłym uśmiechem na psyku. Odwzajemniłam uśmiech.
-Hej mogę zabrać małego na jakieś miłe zabawy czy coś takiego? - zapytał mnie basior. To pytanie miło mnie zaskoczyło. Spojrzałam na Petera biegającego wokół Vene' go.  Zachichotałam
- Dziękuję Ci Vene, mam iść z Wami? - zapytałam samca

< Vene? >

Od Vene do Blue


 Wstałem nad ranem.Poszedłem powoli do wodopoju i napiłem się do syta. Później położyłem się na trawie i obserwowałem powoli zbliżające się wilki z watahy.N ie miałem co robić no co miałem podejść do pierwszego lepszego wilka i opowiedzieć mu o moim życiu pełnym bólu i nienawiści, okej normalnie fajnie. Wilków było coraz więcej.Nagle zauważyłem Blue zbliżająca się z Peterem.Chciał bym mieć takie dzieciństwo jak Peter być kochanym szanowanym a nie jak śmieć. Więc podbiegłem do alfy.
-Hej mogę zabrać małego na jakieś miłe zabawy czy coś takiego?-Spytałem.

< Blue?>

Od Blue CD Rascala


Patrzę na nowego członka naszej watahy... przystojny, umięśniony i niewątpliwie mężny samiec. Uśmiecham się pod nosem i przenoszę wzrok z pyska, na pysk. Zatrzymuję się na Peterze, śpiącym w posłaniu. Podchodzę do synka i budzę go, delikatnie muskając nosem. Maluszek podskakuje... zawsze czujny... ma to po mnie.
- Spokojnie, kochaniutki. - uspokajam Go. - Pójdziemy na spacer.
- Ja też mam iść?- dochodzi do mnie głos Vene' go
Spoglądam na basiora
- Nie, oprowadzę Rascala. Ty znasz już teren. - odpowiadam. Samiec wzdycha, jakby mówił "No, racja..." po czym kładzie łeb na łapach i mruży oczy. Patrzę w stronę wyjścia. Racal siedzi tam bez słowa. Powinnam Go przedstawić...
- Kochani, to Rascal. - wskazuję go łbem. Hakaii tylko pokiwała głową, a Dedal... Dedal, nic nie odpowiedział. Podeszłam więc do samca, przy którym siedzi już mój syn.
- Choć, oprowadzimy Cię. - mówię spoglądając mu w oczy

< Rascal? Blue jakaś ospała, dzisiaj >

Od Rascala

Cisza.
Wszechobecne spokój i pustka.
Również w żołądku od dawna nie było nic konkretnego. Jedynie padlina, byle myszy czy też jaszczurki.
Samotny i porzucony wciąż przedzieram się przez gęstwiny drzew.
Boli, ale idę dalej.

***

Róż dominuje nad innymi kolorami - wschodzące słońce barwi ziemię purpurowo-pomarańczowym blaskiem.
Drzewa chylą czoła przed potęgą szalejącego wiatru, częściowo zanurzając gałęzie w przejrzystej wodzie licznych jezior.
Wychodzę zza krzaka, widząc jakąś postać nad brzegiem jednego oczka wodnego.
Zawiadamiam białego wilka o swojej obecności, szurając brudnym ogonem. Odwraca się.
Widzę piękne, szmaragdowe oczy albinosa.
-Witaj - mówi ściszonym głosem, uważnie śledząc każdy mój ruch.
-Jesteś tu sama?
-Nie - piękny głos. Nie tylko on jest cudowny. Wygląd wilczycy powala na kolana. Wisiory i wstęgi granatowo-szmaragdowych piór dodają waderze uroku.
-Mogę...mogę do..dołączyć? - pytam niepewnie. Samica przytakuje. Na moim pysku wykwita szeroki uśmiech.
-Jestem Rascal.
-Blue. Chodź za mną.
Wadera zaprowadza mnie do dużej jaskini, gdzie wylegują się jeszcze trzy wilki. Nareszcie w towarzystwie. Wspaniale.
 
< Blue? >
 
Mrh... Hera!