Cisza.
Wszechobecne spokój i pustka. Również w żołądku od dawna nie było nic konkretnego. Jedynie padlina, byle myszy czy też jaszczurki. Samotny i porzucony wciąż przedzieram się przez gęstwiny drzew. Boli, ale idę dalej. *** Róż dominuje nad innymi kolorami - wschodzące słońce barwi ziemię purpurowo-pomarańczowym blaskiem. Drzewa chylą czoła przed potęgą szalejącego wiatru, częściowo zanurzając gałęzie w przejrzystej wodzie licznych jezior. Wychodzę zza krzaka, widząc jakąś postać nad brzegiem jednego oczka wodnego. Zawiadamiam białego wilka o swojej obecności, szurając brudnym ogonem. Odwraca się. Widzę piękne, szmaragdowe oczy albinosa. -Witaj - mówi ściszonym głosem, uważnie śledząc każdy mój ruch. -Jesteś tu sama? -Nie - piękny głos. Nie tylko on jest cudowny. Wygląd wilczycy powala na kolana. Wisiory i wstęgi granatowo-szmaragdowych piór dodają waderze uroku. -Mogę...mogę do..dołączyć? - pytam niepewnie. Samica przytakuje. Na moim pysku wykwita szeroki uśmiech. -Jestem Rascal. -Blue. Chodź za mną. Wadera zaprowadza mnie do dużej jaskini, gdzie wylegują się jeszcze trzy wilki. Nareszcie w towarzystwie. Wspaniale.
< Blue? >
Mrh... Hera!
| |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz